# 83
Istnieje też taka teoria, że jak się samej czegoś nie załatwi, to potem kolokwialnie mówiąc - chuj bombki strzela, no i tak właśnie rzecz się miała z tegorocznym sylwestrem. Zawsze to my organizujemy, załatwiamy, martwimy się, ustalamy, fuck - chcieliśmy raz jeden, żeby ktoś to zrobił za nas i dostaliśmy po łapach.
Nocleg przypominał chlew, ludzie zachowywali się jak bydło, więc to by nawet grało, generalnie przespałam fajerwerki i poległam zhańbiona w śpiworze. Jak dobrze, że je wzięliśmy - wolałabym przykryć się dywanem, niż tym, co niby było pościelą. Fakt faktem, że pobudka o 5 rano zrobiła swoje, więc nie za bardzo mogliśmy do tej północy dotrwać, wszyscy mieli problemy z nastawieniem się na odpowiednią częstotliwość popijania, także nawet szampan pozostał nietknięty, Żużu ułożył mnie w łóżeczku, ściągnął buty, ja z uśmiechem wybełkotałam, że chyba będę rzygać Kochanie, po czym zasnęłam. Na drugi dzień nawet nie było kaca.
Natomiast dnia kolejnego, po tym, jak okazało się, że w Tresnej nawet nie ma gdzie zjeść i musieliśmy maszerować pół godziny do niejakiej Kawiarni Szałas, piło nam się świetnie, bawiło jeszcze lepiej, wypiłam morze szampana z martini i sokiem grejpfrutowym, morze żubrówki z jabłkowym i morze innych rzeczy, do których mam teraz straszny uraz, i nadejszła wiekopomna chwila, kiedy to rozpoczęły się tańce dzikie na parkiecie i nawet mój Kriczr, który jest bardzo anty, zaczął ze mną wywijać Kelisy i inne tam takie diskoprzytupanki. Przez nie wiem jaki czas do każdej piosenki darłam się MADAFAKA ZIOM JOŁ, nie wiem o co mi chodziło, potem zostałam ranna przy walce na poduszki i po innych strasznych ekscesach, których tu nie opiszę, bo ich nawet nie pamiętam, poległam po raz drugi. W stanie kompletnej bomby zostałam ustwiona pod prysznicem (z wybitą szybą, z którego lało się na wszystkie strony a temparatura wody w ciągu paru sekund zmieniała się z plus 5 na plus 85), a Kriczr umył mnie całą jak małe dziecko i po raz drugi położył spać.
A że ja jestem dziewczyna wesoła, co to zawsze danego słowa dotrzymuje, to choć z poślizgiem jednego dnia, obietnicę spełniłam, po czym o 6 rano albo o nie wiem której - jak się nie podniosłam z łóżka!, jak nie poleciałam do toalety!, jak nie puściłam pawia!, to po prostu proszę państwa głowa mała i mózg dęba staje...
Takie życie. Mój dzielny Kriczr cały dzień skakał koło mnie i był strasznie kochany, musiał nas spakować, zapewnić pożywienie jak prawdziwy samiec i zrobić za mnie wszystko co tylko mógł, podczas gdy ja miałam straszny zgon zgoniasty i cierpiałam, cierpiałam w autokarze, cierpiałam w pociągu, cierpiałam w samochodzie.
Tak się zaczął Nowy 2005 Rok, trzeci z Żużu, na pewno będzie zajebisty, bo nie wierzę w przesądy i to jaki będzie zależy tylko ode mnie, a nie od jednej nieudanej biby, czego sobie i wam wszystkim życzę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz